Z historii farmacji, czyli apteczki domowe w dawnych dworach szlacheckich*
Wojciech Ślusarczyk/rynekaptek.pl 08-10-2010, 13:59
Niezwykle ważnym aspektem życia w staropolskich dworach szlacheckich było przeciwdziałanie i zapobieganie chorobom. Znaczne oddalenie od miast nie pozwalało na korzystanie z usług lekarzy i aptekarzy. Leczenie oraz przyrządzanie specyfików powierzano więc kobietom nazywanym pannami apteczkowymi.
Według Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej, autorstwa Zygmunta Glogera  (początek XX w.): „(...) w każdym dworze i dworku polskim znajdowała się domowa apteczka (...) Śpiżarnia pańska z apteczką zostawała pod zarządem i pieczą panny apteczkowej, która wydawała kucharzom, smażyła konfitury, urządzała nalewki i domowe lekarstwa, piekła pierniki i z dziewczętami zbierała zioła lecznicze.

Była to zwykle daleka krewna albo uboga panna i sierota, która za mąż nie wyszła, ale w domu możniejszym znalazła opiekę i ciepło rodzinne. (...) Panna apteczkowa, jako opiekunka chorych we dworze wiejskim, jako najwierniejsza przyjaciółka domu i rodziny swoich państwa, jako niestrudzona, skrzętna i umiejętna pracownica, była w dawnem społeczeństwie polskim (...) bardzo pospolitem a sympatycznem typem starej panny.”

Dryakwie z wszelkich gadów

W apteczce znajdowały się substancje uznawane za lecznicze oraz surowce stosowane w kuchni. Brak jednoznacznego rozgraniczenia między lekami a przyprawami nie był czymś niezwykłym. Ówczesna farmacja wykorzystywała wszak między innymi cynamon, imbir, kardamon oraz inne „korzenie”, stosowane dziś niemal wyłącznie w kuchni. Z apteczki domowej korzystano więc zarówno w przypadku choroby, jak i dla przyjemności.

Według staropolskich, wiejskich receptariuszy, apteczki zawierały rozmaite specyfiki:

„(...) Z królestwa zwierzęcego bywały wody i wódki: z piesków młodych, zajączków, królików, bocianów itd. w alembik włożonych z wodą lub wódką nalanych, z roślin, od wonnej konwalii zacząwszy i róży aż do bławatków, dzięglu, ruty [i] piołunu (...). Nie zapomniano tu wody marcowej, ze śniegu stopionej, płeć piękną utrzymującej, lub chroniącej od piegów, pierwszej wody deszczowej, albo w czasie grzmotów i piorunów zebranej. Sadła i tłustości poczynając od ludzkiego (te nabywano pospolicie od katów), były psie, ze świń, gęsi, niedźwiedzi, borsuków, zajęcy, wilków i lisów. Dryakwie z wszelkich gadów: żab, węży, jaszczurek (...) Octy nade wszystko: malinowe, konwaliowe, fiołkowe, porzeczkowe, berberysowe i.t.p (...).”

Bardzo ważną rolę w apteczkach pełniły rozmaite wódki lecznicze. Możemy wymienić tu między innymi wódkę: majerankową, lawendową, szałwiową, rumiankową, bobkową, poziomkową, piołunkową, kopytnikową, mleczową, opichową, anyżową, biedrzeńcową, dziewannową, dębową, fiołkową, grzybieniową, rucianą, różaną, rozchodnikową i świeczkową. Wykonywano je także z włoskiego kopru, chmielu, białego maku, a nawet z jeleniego języka i kurzej nogi.

Wygląd i znaczenie
W bogatych dworach funkcję apteczki pełniło osobne pomieszczenie. W nieco uboższych była to najczęściej specjalna szafa. O jej wyglądzie i znaczeniu dowiadujemy się dzięki pamiętnikowi Wirydianny Fiszerowej z Radolińskich (XVIII i XIX w.): „Po środku (...) dużej izby stała jak gdyby klatka zbudowana z desek, zamykana na klucz. Zawierała ona wszystkie skarby tzw. apteczki. Tak nazywano w Polsce miejsce przeznaczenia na skład przypraw różnych, konfitur i wódek, a także leków (…).”

Poza mieszkańcami dworów panny apteczkowe leczyły także okoliczną ludność wiejską. Spowodowało to, iż w 1844 r., na terenie pokongresowego Królestwa Polskiego, skład dworskich apteczek domowych został określony przez prawo. O ich niesłabnącej popularności świadczy fakt, iż wspominała o nich polska ustawa zdrowotna z 1920 r., zawierająca „Spis artykułów leczniczych, które mogą być utrzymywane w aptekach domowych”.

***

Przez kilka stuleci dworskie apteczki domowe odgrywały niezwykle ważną rolę. Ich zawartość przynosiła ulgę w cierpieniu ludziom oddalonym od gabinetów lekarskich i profesjonalnych aptek.  

Na podkreślenie zasługuje fakt, iż prowadzenie apteczki było zajęciem typowo kobiecym. Co ciekawe, tradycja ta nie zanikła wraz z likwidacją majątków szlacheckich. Do dziś wszak nadzór nad lekami znajdującymi się w naszych domach leży niemal wyłącznie w gestii pań...   

* W artykule wykorzystano m.in. informacje opublikowane w pracy Iwony Arabas „Apteczki domowe w polskich dworach szlacheckich”, Warszawa 2006.

  • Zobacz także
  • Polecamy
  • Komentarze
  • KOMENTARZE (0)


Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.