Statystycznie co trzecia apteka powinna być zlikwidowana
Robert Gontarek/rynekaptek.pl 30-03-2011, 07:04
Obecnie w Polsce działa 13 355 aptek, czyli tyle ile w styczniu - informuje firma analityczna PharmaExpert. Powoli ich liczba ponownie wzrasta.
- Najwięcej aptek działało w Polsce w kwietniu 2009 roku: 13 650. Przez kolejnych 12 miesięcy ich liczba spadała, w sumie o 2,8%. Od roku powoli wzrasta - przypomina Piotr Kula, prezes PharmaExpert.
Statystyczna równowaga
Spadek liczby aptek wynikał z następstw kryzysu finansowego, m.in. ograniczeń w dostępie do kredytowania działalności w latach 2009/ 2010. Likwidacji ulegały też nierentowne, zadłużone placówki. Według danych PharmaExpert z ubiegłych lat, w październiku 2009 na terenie całego kraju działało 13 480 aptek, tym samym w ciągu zaledwie 5 miesięcy zamknięto 170.
Eksperci alarmowali, że sytuacja jest niespotykana, bo do tej pory notowano stały wzrost, który od początku dekady następował w tempie od kilkuset do nawet tysiąca placówek rocznie.
Obecna stabilizacja oznacza nie tyle ciągłość funkcjonowania tych samych placówek w w danym okresie, co raczej statystyczną równowagę pomiędzy liczbą zamykanych i nowo otwieranych. Według danych firmy IMS Poland, w ubiegłym roku uruchomiono w Polsce 680 nowych aptek, natomiast zamknięto 371. Statystycznie rzecz biorąc, powstało więc 309 placówek.
Jest gęsto
W 1990 roku liczba placówek aptecznych w Polsce nie przekraczała 3800. Obecnie nasz kraj ma jedno z najwyższych w Europie zagęszczeń aptek: według danych z zeszłego roku, jedna przypada na 2,8 tys. mieszkańców.
Naczelna Izba Aptekarska od lat sugeruje, że jest ich za dużo, a mechanizm powstawania nowych coraz bardziej wymyka się spod kontroli. W zeszłym roku NIA przypomniała swój postulat wprowadzenia kryteriów geograficznych i demograficznych dla procesu wydawania pozwoleń na otwieranie nowych placówek. Proponuje wprowadzenie zasady - jedna apteka na 5 tys. mieszkańców.
Przepisy unijne regulują liczbę aptek albo odległościami jednej od drugiej, albo liczbą mieszkańców. Średnio liczy się, że na jedną aptekę przypada od 3 do 4 tysięcy mieszkańców. Według tej zasady, naruszanej praktycznie w całej Polsce, przykładowo w Siedlcach powinno się zlikwidować aż 30% wszystkich placówek.
Jednak w Polsce nie ma przepisów ograniczających liczbę aptek na danym terenie w zależności od liczby mieszkańców czy wzajemnego rozmieszczenia aptek. Istnieje wprawdzie przepis antykoncentracyjny, który teoretycznie uniemożliwia jednemu podmiotowi posiadanie więcej niż 1 proc. liczby aptek z terenu danego województwa. Jednak powszechnie uznawany jest za nieskuteczny, ponieważ w żaden sposób nie ogranicza liczby samych podmiotów.
Nadmiar aptek, niedobór fachowców
Sprawy nie ułatwia fakt, że obecnie aptekę można otworzyć nie posiadając wykształcenia farmaceutycznego. Dla przykładu Niemcy stosują zasadę „apteka dla aptekarza”, co ma sprawiać, że pacjent będzie bezpieczniejszy. I na pewno jest, jeśli wziąć pod uwagę, że farmaceuta to zawód zaufania publicznego.
W naszym kraju sytuacja nie wygląda pod tym względem najlepiej. Ponieważ aptek jest za dużo, ich właściciele, by przetrwać, tną koszty – również te osobowe. Nie zawsze tańszy pracownik jest mniej kompetentny, ale farmaceutów przygotowanych do udzielania klientom fachowych porad zaczyna jednak brakować.
Ostatnio na ruch porządkujący wspomniane kwestie zdecydowano się na Węgrzech. W wyniku zmiany przepisów aptekę można dziś otworzyć tylko wówczas, jeśli przynajmniej 51 proc. udziałów w jej prowadzeniu będzie miał farmaceuta. Apteki już istniejące mają czas na takie przekształcenie do 2017 roku. Ponadto jedna apteka musi przypadać na od 4 do 4,5 tys. mieszkańców (zależnie od ogólnej liczby mieszkańców danego miasta), a odległość między placówkami nie może być mniejsza niż 250-300 metrów.











