USA: pacjenci z nowotworami krwi żyją coraz dłużej

FARMAKOTERAPIA

Autor: PAP/rynekaptek.pl   13-12-2010, 10:46

Pacjenci z nowotworami krwi żyją dziś o kilka lub nawet kilkanaście lat dłużej niż przed dekadą.

Zawdzięczamy to nie tylko przeszczepom, ale i nowym lekom ‒ mówili lekarze podczas 52. Zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Hematologicznego (ASH). Na spotkanie, które odbywało się od 4 do 7 grudnia w Orlando na Florydzie, przybyło ponad 20 tys. hematologów i transplantologów z całego świata.

Jak podkreślali lekarze w rozmowie z PAP, ostatnia dekada przyniosła ogromny postęp w leczeniu pacjentów chorych na różne nowotwory krwi. Najwyraźniej widać to w przypadku przewlekłej białaczki szpikowej (CML) oraz szpiczaka mnogiego (MM) – jednego z najczęstszych nowotworów hematologicznych. 

‒ W przypadku szpiczaka, postęp jest niesamowity. Jeszcze kilkanaście lat temu średni czas przeżycia pacjentów z tym nowotworem wynosił maksymalnie ok. 2-3 lata. Obecnie, dzięki nowym lekom, średnia przeżycia wynosi 7-8 lat, a duży odsetek przeżywa 10-15 lat, nawet bez transplantacji. Warunkiem jest jednak to, by od początku leczyć ich nowocześnie ‒ powiedział PAP dr Artur Jurczyszyn z Kliniki Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Ogromy postęp dotyczy również CML. 

‒ Jeszcze w latach 90. walkę o większość chorych z tą białaczką przegrywaliśmy po 4-5 latach. Dziś 80-90 proc. chorych żyje 10 lat i dłużej ‒ wspominał prof. Aleksander Skotnicki, kierownik Katedry i Kliniki Hematologii CM UJ.

Jedyną metodą, która pozwala wyleczyć CML nadal pozostaje przeszczep szpiku od dawcy rodzinnego lub niespokrewnionego. 

‒ Zabieg ten ‒ oprócz tego, że przynosi dużo cierpienia ‒ jest jednak obarczony dużym ryzykiem powikłań i towarzyszy mu aż 20-30 proc. śmiertelność. Dlatego, nie można go wykonywać u pacjentów starszych, którzy stanowią większość chorych z CML ‒ wyjaśnił prof. Skotnicki. 

U chorych na MM poniżej 65. roku życia przeszczepianie autologicznych, czyli własnych, komórek macierzystych szpiku często powoduje remisję choroby na wiele lat, jednak nigdy nie prowadzi do całkowitego wyleczenia. MM diagnozuje się natomiast przeważnie u osób w wieku 65-70 lat, u których nie można zastosować tej metody z uwagi stan zdrowia. 

Według dr Hanny Ciepłuch, konsultanta ds. hematologii w Diana Princess of Wales Hospital w Grimsby (Wielka Brytania), podejście do leczenia CML i MM zmieniło się diametralnie dzięki nowym lekom, które pojawiły się ok. 10 lat temu. 

‒ Dziś wiemy, że chorych na te nowotwory powinno się leczyć długotrwale i łagodnie. Nie ma bowiem sensu narażać ich na ryzyko, cierpienie i stres, skoro nowe leki zapewniają im dłuższe życie dobrej jakości ‒ powiedziała hematolog. 

Rewolucja w terapii chorych na MM zaczęła się od przywrócenia do medycyny, ok. 10 lat temu, talidomidu, który pod koniec lat 60. spowodował poważne wady wrodzone u kilkunastu tysięcy dzieci. Lek ten (w bezpieczniejszej postaci) znacznie wydłużył przeżycie pacjentów z MM, a samą chorobę zaczęto coraz częściej postrzegać jako przewlekłą. 

Dalszą poprawę ‒ nie tylko długości, ale też jakości życia chorych ‒ przyniosło wprowadzenie bortezomibu (inhibitora proteasomów) oraz udoskonalonej pochodnej talidomidu o nazwie lenalidomid. 

Ten drugi lek nie tylko niszczy komórki nowotworu, ale też pobudza układ odporności do walki z nim. Lenalidomid ‒ na razie jako jedyny z tej trójki ‒ nie daje poważnego powikłania, jakim jest polineuropatia, tj. uszkodzenie nerwów obwodowych mogące prowadzić do trwałego inwalidztwa. 

Według dr. Jurczyszyna, prezesa Fundacji Centrum Leczenia Szpiczaka, przyszłość leczenia MM należy do nowych „inteligentnych” leków. Specjalista wiąże duże nadzieje z pomalidomidem, łączącym w sobie najlepsze cechy talidomidu i lenalidomidu. 

Testy kliniczne na pacjentach przechodzą też carfilzomib i elotuzumab. Najnowsze wyniki badań nad tą trójką leków przedstawione na ASH są bardzo obiecujące i dają wiele nadziei chorym z MM, przyznał hematolog. 

Rewolucja w terapii CML dokonała się za sprawą wprowadzonego w 2001 r. leku z grupy inhibitorów kinaz tyrozynowych o nazwie imatynib (słynny Glivec). Później, pojawiły się dwa inne leki z tej grupy ‒ dazatynib i nilotynib ‒ do leczenia pacjentów, którzy nie tolerowali imatynibu lub u których przestał on działać. W 2010 r. obydwa uzyskały rejestrację w pierwszej linii terapii. 

‒ Okazało się bowiem, że działają szybciej i skuteczniej niż imatynib, a przez to mogą jeszcze bardziej spowalniać progresję choroby ‒ powiedział prof. Skotnicki.

CZYTAJ TAKŻE

comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z FARMACJĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekaptek.pl prosto na Twój e-mail

Rynek Aptek: polub nas na Facebooku

Rynek Aptek: dołącz do nas na Google+

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

OSTATNIO KOMENTOWANE

POLECAMY W PORTALACH