Prokurator stwierdził, że nic takiego się nie stało...

FINANSE I ZARZĄDZANIE

Autor: tokfm.pl/ rynekaptek.pl   16-12-2016, 11:26

Prokurator stwierdził, że nic takiego się nie stało... Prokurator stwierdził, że nic takiego się nie stało i nie ma zamiaru wszczynać śledztwa

Do biura Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego w Gorzowie, Adama Chojnackiego, zadzwonił pewnego dnia jakiś mężczyzna. - Przedstawił się jako profesor, po czym zaczął mi grozić - opisuje WIF dziennikarzom radia TOK FM.

- Mówił, że mnie zniszczy, ma na mnie kompromitujące nagrania, zaś za mną chodzi detektyw - inspektorowi zrobiło się słabo, kiedy to usłyszał. Od razu skojarzył to z wydarzeniem sprzed kilku dni, kiedy to do apteki, w której pracuje jego żona, przyszedł nieznajomy i wypytywał o panią Chojnacką. Nikogo by to nawet nie zdziwiło, gdyby nie fakt, że wszyscy, którzy ją znają, wiedzą, że nie przyjęła nazwiska po mężu - opowiada Inspektor.

Chojnacki szybko się zorientował, że to wszystko łączy się w całość i ma związek z prowadzeniem sprawy przeciw aptece, która - jak podejrzewał - nielegalnie sprzedaje towar na eksport. Zadarł z mafią lekową.

Od dłuższego czasu pisał pisma i wydzwaniał do Urzędu Kontroli Skarbowej w Zielonej Górze, prosząc o sprawdzenie jednej ze spółek. Miał podejrzenia, że hurtowo wywozi leki za granicę, ale sam nie mógł tego prześledzić.

Urząd skontrolował dokumenty: okazało się, że trop był dobry. Firma handlowała lekami. Były wywożone do Niemiec, gdzie dało się sprzedać towar z dużym zyskiem. Wiadomo było nawet, kto wywozi leki, jaka firma odpowiada za transport i jak można go ukrócić, np. kontrolując tiry na granicy, sprawdzając zezwolenia na wywóz. Nic takiego się jednak w tej sytuacji nie stało.

Do Adama Chojnackiego nie dotarły jeszcze dokumenty z UKS, ale wieść o zainteresowaniu inspekcji konkretną firmą musiała się roznieść. Mężczyzna, który zadzwonił do urzędu, był jej pełnomocnikiem.

U gorzowskiego inspektora groźby telefoniczne to był ledwie początek. Potem do pracy jego żony zaczął wydzwaniać "życzliwy" informator, który donosił pracodawcom o jej rzekomej nierzetelności. Na Chojnackiego wpływało wiele skarg.

Sprawę zastraszania i rzekomego detektywa złożył do prokuratury - osoba, która do niego dzwoniła z groźbami, to prof. L., pełnomocnik jednej z aptek. Prokurator stwierdził, że nic takiego się nie stało i nie ma zamiaru wszczynać śledztwa. Chojnacki zaskarżył tę decyzję, a sąd przyznał mu rację.

Uzasadnienie było dość logiczne: zdaniem sądu takie działania śledczych zachęcają do zastraszania urzędników państwowych, do wpływania na ich decyzje i paraliżu instytucji państwa. Sąd podkreślał, że każda próba wpływania na działania funkcjonariuszy powinna być traktowana priorytetowo. Nakazał też sprawdzić, kto śledził inspektora i kto nachodził jego żonę. Śledztwo trwa od blisko roku.

Więcej: http://www.tokfm.pl/

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z FARMACJĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekaptek.pl prosto na Twój e-mail

Rynek Aptek: polub nas na Facebooku

Rynek Aptek: dołącz do nas na Google+

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

OSTATNIO KOMENTOWANE

POLECAMY W PORTALACH