Minister, by uzyskać jakiekolwiek informacje, musiała aptekarzom okazać legitymację członka rządu. Okazało się, że w żadnej ze skontrolowanych placówek nie ma pełnego asortymentu leków, a ceny urosły jak na drożdżach.
- Są bardzo zawyżone i, niestety, mimo próśb władz, biznes, który się tym zajmuje, nie przyjął tego do wiadomości - twierdzi Golikowa.
Równocześnie władze Moskwy wysłały specjalne brygady, które mają skontrolować blisko tysiąc aptek. Za zawyżanie cen mają grozić kary, a nawet utrata licencji.










