Innym problemem jest - jak pokazuje zestawienie wydatków na leki per capita i jako udział w PKB w krajach OECD, prezentowane w projekcie ustawy, że w Polsce pacjenci dopłacają najwięcej zaraz po Meksyku i USA. Odpłatności i cały system należy przestawić na jednostkę dawkowania, a nie uzależniać od opakowania. To wykorzystują producenci i blokują możliwość zamieniania odpowiedników wprowadzając różnej nietypowej wielkości opakowania.
Na marży stracą apteki
Ustawa ma określić urzędową marżę hurtową w wysokości 5%, liczoną od urzędowej ceny zbytu. W obecnej sytuacji gospodarczej większość aptek utrzymuje się jeszcze dzięki rabatom hurtowni i wydłużonym terminom płatności. Odebranie hurtowniom 3,91% to jest bezpośrednie uderzenie w apteki na sumę 450 mln zł (jak sam wylicza projektodawca).
Doprowadzi to do tragedii dużej części aptek i do znaczącego spadku zatrudnienia (w przeciwieństwie do błędnych uzasadnień projektodawcy) w wyniku poszukiwania oszczędności, a także zablokuje jakiekolwiek rozwój aptek w kierunku opieki farmaceutycznej.Projektodawca nie rozumie obecnie stosowanych mechanizmów rynkowych związanych z obniżaniem odpłatności lub dawaniem dopłaty do leku w aptece.
Taki zapis i zaproponowane kary w żadnym stopniu nie ograniczą dzisiejszych patologii. Marża i cena za lek będzie nadal stała, a właściciel apteki będzie nadal dawał darowiznę lub z własnej kieszeni dopłacał do przyniesionej recepty. Jeżeli nie zostanie wprowadzony ogólny i bardzo szeroki zapis to zaproponowane zapisy są tylko zaporą dla bojaźliwych farmaceutów, a otwartą drogą dla przedsiębiorczych kombinatorów.
Zapis musi mówić - o zakazie i karach za wszelką działalność wpływającą na ostateczny koszty realizacji recepty na lek refundowany, a w szczególności zmianie marży, modyfikowaniu odpłatności, udzielaniu darowizn i nagradzaniu.
Umowy aptek z płatnikiem
Makabryczną mogę nazwać propozycję podpisywania umów przez kierowników aptek, która by dawała NFZ-towi jeszcze większe uprawnienia monopolistyczne i nadużywające swojej dominacji. NFZ przegrywa w sądach wiele spraw związanych z kwestionowaniem realizacji recept i dlatego próbuje sobie załatwić tą ustawą pełne ubezwłasnowolnienie aptek i monopol w decyzyjności w tym, co uznać za błąd, a co nie.
Zdecydowanie należy zapisać, że NFZ jest taką samą strona zależną od prawa, jak apteka i wszelkie roszczenia finansowe obu stron, jeżeli nie zostaną załatwione polubownie, muszą być załatwiane drogą sądowną bez najmniejszej możliwości samowolnego zagarniania refundacji. To NFZ chcąc zagarnąć aptece refundacje musi wnieść sprawę do sądu i ją wygrać.
Jeżeli do tego dojdzie, to Fundusz będzie nękał apteki nie tylko zagarnianiem refundacji, ale także utrudnieniami administracyjnymi doprowadzając do tego, do czego doprowadził w zakresie środków pomocniczych. Z ich prowadzenia zrezygnowało ponad 70% aptek zmniejszając ich dostępność dla pacjentów.
Nieczytelne recepty
Co bardzo ważne ustawa w pełni przerzuca na pacjenta i aptekę odpowiedzialność, za źle wystawiane recepty przez lekarzy. Lekarz nadal nie będzie odpowiadał za poprawność wystawiania recept. Pacjentom odbiera się ustawowe prawo do otrzymania leków jako świadczeń gwarantowanych i zmusza do konieczności poprawiania recepty.
To kolejna próba wprowadzenia (tym razem ustawą) dokładnie tego, przeciwko czemu protestowały apteki i pacjenci, a próbowano zamieścić w rozporządzeniu w sprawie recept lekarskich. Konsekwencjami niedbale wystawianej recepty będzie obciążony pacjent, który nie otrzyma tak długo przysługującego mu leku, aż doprowadzi do jej właściwego wystawienia.
Apteka w nieznacznym zakresie ma szansę wymieniać leki na ich tańsze odpowiedniki. To przepisy dotyczące ich wypisywania należy zmienić tak, by lekarz był stymulowany do wypisywania tańszych odpowiedników lub nie mógł wpływać na to, który odpowiednik zostanie wydany. W mądrych państwach lekarze wypisują recepty nazwami międzynarodowymi, a wtedy apteki wydaja najtańsze odpowiedniki.











