"Dziecko farmaceutą?". Wspomnienia z Pleszewa

PO GODZINACH

Autor: wielkopolskie.naszemiasto.pl/rynekaptek.pl   20-12-2016, 14:06

"Dziecko farmaceutą?". Wspomnienia z Pleszewa Histroria pierwszej w Pleszewie farmaceutki z dyplomem.

Kierownik apteki "Pod Orłem" w Pleszewie nie chciał przyjąć do pracy pierwszej mieszkanki miejscowości, która zdobyła tytuł magistra farmacji. – Kto dzieciom daje dyplomy magistrów? - wspomnienia farmaceutki Teresy Wolniak publikuje portal naszemiasto.pl.

Teresa Wolniak jako pierwsza w historii Pleszewa farmaceutka uzyskała tytuł magistra i dyplomem Akademii Medycznej w Poznaniu.

- W domu rodzinnym w Jarocinie było nas dwanaścioro, dziewięć sióstr i trzech braci. My z Wandą przyszłyśmy na świat ostatnie w roku 1932. Jej ojciec Józef Grzesiński był kolejarzem, najpierw w Pleszewie, potem w Jarocinie, gdzie kształcił maszynistów.

W 1939 roku do Grzesińskich przyjechała siostra z Pleszewa i zaproponowała, że jedną z bliźniaczek weźmie do siebie. Swoich dzieci nie miała. - Mama powiedziała, jeśli któraś chce, niech jedzie. I tak trafiłam do Pleszewa - wspomina Teresa Wolniak .

Gimnazjum, liceum, a po maturze w 1951 roku pytanie, co dalej? - Wydział lekarski nie bardzo mi podchodził, ale farmacja ? Czemu nie - wspomina Teresa Wolniak - wtedy jeszcze Grzesińska.

Cztery lata minęły. Z dyplomem magistra zapukała Teresa Wolniak do jedynej w Pleszewie apteki "Pod Orłem", gdzie kierownikiem był przedwojenny właściciel Józef Suchocki. Nie miał on zamiaru zatrudniać młodej farmaceutki z dyplomem magistra. - Kiedy mnie zobaczył, zapytał: kto dzieciom daje dyplomy magistrów - wspomina farmaceutka.

W końcu ją przyjął, bo właśnie do tej apteki w Pleszewie skierowała młodą panią magister Komisja Przydziału Pracy, ze względu na stan zdrowia.

- 60 lat temu lekarstwa były przeważnie robione na miejscu w aptece. Dziennie jedna osoba musiała zrobić nawet 80 leków, maści, kropli, syropów. Recepty wpływały i trzeba było robić. A klienci chcieli już, zaraz, za godzinę. Jak już przyjechali pociągiem, autobusem, rowerem, koniem, czy pieszo do miasta z receptą od lekarza, to chcieli to w tym samym dniu odebrać. Trzeba było się śpieszyć i robić – wspomina.

W aptece „Pod Orłem” pracowała przez 42 lata, na pełnym etacie, do siedemdziesiątki. Kiedy w 1984 roku przechodził na emeryturę Józef Suchocki, została kierowniczką apteki.

Czym się różni apteka z lat 60. od współczesnej apteki? - Wtedy dużo leków się robiło, teraz prawie wszystkie lekarstwa są gotowe. Niezmiennie od 60 lat sprzedaje się pabialginę, pyralgi-nę, polopirynę, krople na serce, krople na żołądek - mówi farmaceutka.

Mimo swoich 84 lat, Teresa Wolniak wciąż jeszcze robi użytek ze swojego dyplomu zdobytego równo 60 lat temu. Kiedy kierowniczki prywatnych aptek idą na urlop, proponują pani magister dyżury. Dlatego kiedy w wakacje Pani Teresa pojawiła się na zapleczu apteki słyszy żartobliwie: „babcia znów przyszła”.

Więcej: http://wielkopolskie.naszemiasto.pl

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z FARMACJĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekaptek.pl prosto na Twój e-mail

Rynek Aptek: polub nas na Facebooku

Rynek Aptek: dołącz do nas na Google+

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

OSTATNIO KOMENTOWANE

POLECAMY W PORTALACH