Bałaganu nie da się unowocześnić, czyli co premier wie o informatyzacji ochrony zdrowia?
Ryszard Rotaub/Rynek Aptek 05-01-2012, 11:08
Lekarze uważają, że Donald Tusk może nie wiedzieć, z jakimi problemami muszą się zmierzyć realizując zapisy ustawy refundacyjnej. Przed spotkaniem w kancelarii premiera (4 stycznia) zgłaszali różne oczekiwania dotyczące zmian w ustawie, ale w gruncie rzeczy problemem jest obarczenie ich biurokratycznymi obowiązkami i sankcjami finansowymi za błędne wystawianie recept.
Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji dr inż. Wacław Iszkowski przypomniał w Programie Trzecim PR, że taki rejestr istnieje. - ZUS wie, kto jest ubezpieczony. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taki rejestr był dostępny dla lekarza czy przychodni na zasadzie takiej, że lekarz wpisuje pesel pacjenta i dowiaduje się, czy jest on ubezpieczony - powiedział Wacław Iszkowski w środę 4 stycznia.

Dodajmy, że prezes Federacji PZ, Jacek Krajewski pod koniec grudnia 2011 r. wystosował list otwarty do premiera, w którym również wskazywał, że rozwiązaniem problemu byłby połączenie baz danych Funduszu i ZUS, bo tylko ta druga instytucja jest w stanie potwierdzić, czy pacjent ma ważne ubezpieczanie.

- Nie jesteśmy w stanie pełnić roli stróżów publicznych pieniędzy bez odpowiednich narzędzi. Nie jesteśmy przecież jasnowidzami - powiedział w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Krajewski.

Ale wróćmy do ekspertów spoza branży medycznej. Krzysztof Szubert z BCC zauważył w radiowej ”Trójce”, że dostępne są środki unijne na informatyzację, m.in. z programu Innowacyjna Gospodarka, "natomiast do tej pory nie było zainteresowania ze strony rządu nowoczesnymi technologiami".

Bałaganu nie da się zinformatyzować

- W Polsce problemem jest bałagan biurokratyczny i gigantyczny rozrost biurokracji oraz niejasność przepisów. Informatyzowanie bałaganu jest niezmiernie trudne, kosztownie i de fato bez sensu - podkreślił Szubert.

Najpierw więc trzeba zlikwidować bałagan organizacyjny i niejasności w przepisach. W przeciwnym razie efekt będzie taki, jak w województwie śląskim, w którym ubezpieczeni mają karty chipowe, jednak w czasie tzw. protestu pieczątkowego nie zdały one egzaminu. W Częstochowie - jak informuje Gazeta Wyborcza - w przychodniach żądano druku RMUA albo odcinka emerytury.

Gdy ktoś nie miał tych dokumentów, a jedynie kartę chipową, musiał podpisać przygotowany formularz oświadczenia formatu A4, że pracodawca płaci składki. Dopiero wtedy mógł wejść do gabinetu. Tak to wyglądało w praktyce.

  • Zobacz także
  • Polecamy
  • Komentarze
  • KOMENTARZE (0)


Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.