Dodajmy, że prezes Federacji PZ, Jacek Krajewski pod koniec grudnia 2011 r. wystosował list otwarty do premiera, w którym również wskazywał, że rozwiązaniem problemu byłby połączenie baz danych Funduszu i ZUS, bo tylko ta druga instytucja jest w stanie potwierdzić, czy pacjent ma ważne ubezpieczanie.
- Nie jesteśmy w stanie pełnić roli stróżów publicznych pieniędzy bez odpowiednich narzędzi. Nie jesteśmy przecież jasnowidzami - powiedział w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl Krajewski.
Ale wróćmy do ekspertów spoza branży medycznej. Krzysztof Szubert z BCC zauważył w radiowej ”Trójce”, że dostępne są środki unijne na informatyzację, m.in. z programu Innowacyjna Gospodarka, "natomiast do tej pory nie było zainteresowania ze strony rządu nowoczesnymi technologiami".
Bałaganu nie da się zinformatyzować
- W Polsce problemem jest bałagan biurokratyczny i gigantyczny rozrost biurokracji oraz niejasność przepisów. Informatyzowanie bałaganu jest niezmiernie trudne, kosztownie i de fato bez sensu - podkreślił Szubert.
Najpierw więc trzeba zlikwidować bałagan organizacyjny i niejasności w przepisach. W przeciwnym razie efekt będzie taki, jak w województwie śląskim, w którym ubezpieczeni mają karty chipowe, jednak w czasie tzw. protestu pieczątkowego nie zdały one egzaminu. W Częstochowie - jak informuje Gazeta Wyborcza - w przychodniach żądano druku RMUA albo odcinka emerytury.
Gdy ktoś nie miał tych dokumentów, a jedynie kartę chipową, musiał podpisać przygotowany formularz oświadczenia formatu A4, że pracodawca płaci składki. Dopiero wtedy mógł wejść do gabinetu. Tak to wyglądało w praktyce.
- Poprzednia
- 1
- 2











