Zamienniki leków - czasami ich brakuje. Czy problem będzie powracał z każdą listą refundacyjną?
Robert Gontarek/rynekaptek.pl 09-02-2012, 21:48
Farmaceuci narzekają na pojawiające się braki w zaopatrzeniu w nowe zamienniki leków, czasami odczytują na receptach nic jeszcze nie mówiące im nazwy. Ze względu na zmiany limitów cenowych apteki mają pełne półki leków, których nie mogą wydać, bo musiałyby to robić za stuprocentową odpłatnością. Są inne, wprowadzone listą refundacyjną zamienniki cenowo mieszczące się w limicie, ale problem w tym, że niektóre trudno zdobyć w hurtowniach.

Zdaniem Danuty Parszewskiej-Knopf, wiceprezes Zachodniopomorskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej, Ministerstwo Zdrowia zarzuca farmaceutom, że źle odczytują art. 44 ustawy refundacyjnej, w którym mowa o cenie zamiennika. Chodzi o komunikat wydany przez resort 16 stycznia br. w związku z wątpliwościami odnośnie sprzedaży zamienników.

W komunikacie przypomniano, że zgodnie z brzmieniem art. 44 ust. 1 aptekarz ma obowiązek poinformować pacjenta o możliwości wydania zamiennika, którego cena  nie przekracza limitu finansowania oraz ceny leku przepisanego przez lekarza. Natomiast zgodnie z ust. 2 aptekarz ma obowiązek na żądanie świadczeniobiorcy wydać zamiennik, którego cena detaliczna jest niższa niż cena leku przepisanego na recepcie.

Według ministerstwa, brzmienie ust. 2 zapewnia możliwość wydania pacjentowi leku, którego cena detaliczna przekracza limit finansowania, ale nie jest wyższa od ceny detalicznej leku przepisanego na recepcie. 

Potrzebne zmiany, nie interpretacje
Danuta Parszewska-Knopf przekonuje, że komunikat nie jest dla farmaceutów wiążący, ponieważ jego treść powinna zostać potwierdzona rozporządzeniem, ew. stosowaną zmianą ustawy refundacyjnej. Dopóki to nie nastąpi, apteki - aby nie narazić się na reperkusje ze strony NFZ - zamierzają realizować sprzedaż tak, by cena zamiennika nie przekraczała limitu finansowania oraz ceny leku przepisanego przez lekarza. Mogą mieć z tym jednak problemy.

- Od początku roku sytuacja jest dość trudna. Apteki mają pełne półki leków, których nie mogą wydać, bo musiałyby to robić za stuprocentową odpłatnością. Z drugiej strony, nagle pojawiły się nowe zamienniki, które cenowo mieszczą się w limicie, ale problem w tym, że trudno je zdobyć w hurtowniach. Hurtownicy po prostu nie przygotowali się do tego, bo tak naprawdę nie wiedzą, co jest zamiennikiem, a co nie - wyjaśnia wiceprezes ZOIA. 

Jej zdaniem, nowe przepisy dopuszczają do obrotu zbyt małą liczbę zamienników (przeciętnie najwyżej dwa dla jednego leku), których ponadto brakuje na rynku. Sprawy nie ułatwiają też niektórzy lekarze, przepisujący pacjentom wyszukane przez siebie, a według ich wiedzy najtańsze leki.

- Nie tylko brakuje ich w hurtowniach, ale też często farmaceuci po raz pierwszy spotykają się z ich nazwami. Przykładowo, zamiennikiem dla leczącego nadciśnienie tętnicze tertensifu jest symapamid, o którym do niedawna nie słyszałam. Dużo lepiej byłoby, gdyby lekarze wrócili do wcześniejszej propozycji pisania międzynarodowych nazw leków na receptach - proponuje Danuta Parszewska-Knopf.

Apteka mogłaby wówczas wydać każdy chemiczny odpowiednik leku. Zamiast tego dziś może tylko poinformować pacjenta o istnieniu tańszego zamiennika i ewentualnie podjąć się sprowadzenia go z hurtowni - jeśli tam będzie.

  • Zobacz także
  • Polecamy
  • MP 2012-02-10 14:04:57
    Odpowiedniki, a nie zamienniki...