Suplementy: nie ma badań, nie ma kontroli, jest zysk

PRAWO

Autor: Tomasz Dąbrowski/rynekaptek.pl   15-07-2011, 06:20

Suplementy: nie ma badań, nie ma kontroli, jest zysk

Nikt nie sprawdza jakości surowców stosowanych w suplementach diety. Policjanci co rusz odkrywają specyfiki zawierające zabronione substancje, URPL nie może nic zrobić z informacjami o szkodliwym działaniu suplementów.

Ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia to najwidoczniej swoisty listek figowy mający zapewnić polskim ustawodawcom błogie samopoczucie, że produkty spożywcze wprowadzane do obrotu są monitorowane. 

 

Zapewne tym kierował się ustawodawca, kiedy swego czasu przyjął zapis obligujący  podmioty, które zamierzają wprowadzić po raz pierwszy na rynek suplementy diety (jak również preparaty do początkowego żywienia niemowląt, środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz takie do których dodawane są np. witaminy i składniki mineralne) do zgłaszania tego faktu Głównemu Inspektorowi Sanitarnemu.

 

Już jednak wymogu informowania Inspektora o wycofaniu danego suplementu diety próżno szukać w przepisach.

 

Nie ma badań

Jak przedstawiają się rezultaty badań jakości suplementów diety nie wie nikt, ponieważ nikt nie zawraca sobie głowy sprawdzaniem owej jakości. Tymczasem jak wynika z danych PMR, tylko w ub.r. Polacy wydali na nie w cenach końcowych ok. 2,1 mld zł, a wartość sprzedaży z roku na rok rośnie. 

 

I będzie rosnąć, gdyż pod tym względem od krajów wysoko rozwiniętych dzieli nas spory dystans. Z sondażu przeprowadzonego przez OBOP wynika, że w 2006 roku co najmniej jeden suplement zażywało 22 proc. Polaków (16 proc. mężczyzn i 28 proc. kobiet), z czego 29 proc. przyjmowało go rok. W tym samym czasie co najmniej jeden suplement przyjmowało aż 60 proc. Amerykanów. 

 

– Jakość suplementów sprawdza producent, bowiem za żywność na każdym etapie odpowiada ten, kto wprowadza go do obrotu – usiłuje przekonać nas Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS, zapytany o to, kto bada jakość suplementów. Nie ujawnia czy inspekcja sanitarna prowadzi przynajmniej wyrywkowe kontrole.

 

Gdy lek nie współgra z suplementem

Problem w tym, że suplementy diety niejednokrotnie pojawiają się w tle koincydencji (działań niepożądanych) szeregu leków. Tyle że w Polsce nie zbiera się informacji o działaniach niepożądanych suplementów diety: 

 

– Gdyby ktoś chciał zgłosić ciężkie działania niepożądane po zastosowaniu suplementu (np. opuchnięcie warg, wystąpienie obrzęku języka) w wyniku wspomnianej koincydencji, to pójdzie to na karb działania leku, z którym suplement wszedł w interakcję. Kiedy przedstawione fakty wskazują na „winę” suplementu, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych nie ma prawnej możliwości, aby cokolwiek dalej z tym zrobić – wyjaśnia dr Jarosław Woroń z Zakładu Farmakologii Klinicznej Katedry Farmakologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

 

Choć URPL ma wtedy pełną wiedzę o działaniach niepożądanych, nie może przekazać jej ani do odpowiedniej bazy ogólnoeuropejskiej ani do producenta preparatu, nawet gdyby ten ostatni poprosił o kopię dokumentu stanowiącego zgłoszenie. W momencie zgłaszania dokument staje się materiałem poufnym.

 

Potrzebna wiedza o suplementach

Tego typu wiedzy próżno szukać wśród konsumentów. Pośrednio przyznają to nawet wprowadzający suplementy na rynek: - Wiedza na temat właściwego stosowania suplementów diety jest bardzo potrzebna – chociażby w zakresie sprawdzania, czy dzienne dawki np. witamin nie są przekraczane w przypadku jednoczesnego stosowania wielu preparatów. Często niestety zdarza się, że informacje na opakowaniach suplementów diety lub w ich reklamie wprowadzają konsumenta w błąd – mówi Małgorzata Michałków, Kierownik ds. Medycznych i Relacji Zewnętrznych GlaxoSmithKline Consumer Healthcare.

 

Korzystają na tym nieuczciwi sprzedawcy. Gdy funkcjonariusze wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Stołecznej Policji wspólnie z pracownikami inspekcji farmaceutycznej skontrolowali kilkanaście sklepów jednej z warszawskich firm zajmujących się sprzedażą odżywek, przekonali się, iż jej właściciele wprowadzali do obrotu suplementy diety i leki (były sprzedawane również za pośrednictwem Internetu) zawierające m.in. sterydy, hormony, johimbinę, efedrynę.

 

„Przy okazji” do sprzedaży oferowali okazy podlegające ochronie na mocy Konwencji o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem (ang. Convention on International Trade in Endangered Species of Wild Fauna and Flora; w skrócie: CITES). Zarekwirowano 1640 szt. suplementów diety zawierających zabronione prawem substancje.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z FARMACJĄ!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekaptek.pl prosto na Twój e-mail

Rynek Aptek: polub nas na Facebooku

Rynek Aptek: dołącz do nas na Google+

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych

OSTATNIO KOMENTOWANE

POLECAMY W PORTALACH