Przez pandemię mamy zaległości w kardiochirurgii liczone w latach

FARMAKOTERAPIA

Autor: PAP   08-06-2021, 19:02

Przez pandemię mamy zaległości w kardiochirurgii liczone w latach Pacjenci nie mogą czekać zbyt długo na operacje (fot. Pixabay)

Na skutek pandemii w wielu ośrodkach znacznie się wydłużyły kolejki pacjentów oczekujących na planowe operacje kardio- i torakochirurgiczne (wykonywane w obrębie klatki piersiowej).

Potrzeba co najmniej dwóch lat, aby nadrobić zaległości w operacjach, jakie powstały w kardiochirurgii. Poważnym problemem są też późno zdiagnozowanie, zaawansowane nowotwory płuca – powiedział PAP prof. Mariusz Kuśmierczyk z Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie.

Już przed epidemią były kolejki

Na skutek pandemii w wielu ośrodkach znacznie się wydłużyły kolejki pacjentów oczekujących na planowe operacje kardio- i torakochirurgiczne (wykonywane w obrębie klatki piersiowej). To zarówno klasyczne operacje na otwartym sercu, jak i zabiegi związane z rakiem płuca. Problemy dotyczące tych zabiegów będą głównym tematem jubileuszowego X Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardio- i Torakochirurgów, który w dniach 15-16 czerwca odbędzie się w Warszawie.

Prezes Towarzystwa prof. Mariusz Kuśmierczyk powiedział w rozmowie z PAP, że potrzeba co najmniej dwóch lat, aby nadrobić zaległości w operacjach, jakie powstały w kardiochirurgii.

- Przed pandemią te kolejki były na ogół niewielkie, bo oddziały zabiegowe prężnie pracowały. Pandemia COVID-19 wszystko zmieniła. W Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie kolejka pacjentów kardiochirurgicznych wydłużyła się dwukrotnie - podkreślił.

W czasie pandemii ECMO służyło głównie do ratowania chorych na COVID-19

W czasie kolejnych fal pandemii część oddziałów kardiochirurgicznych przekształcono w ośrodki covidowe i znajdujące się w nich ECMO przeznaczono na potrzeby chorych z niewydolnością oddechową. ECMO to maszyny do natleniania krwi, które kardiochirurdzy wykorzystywali u pacjentów z niewydolnością krążenia. - Przed pandemią w 90 proc. przypadków było ono używane w niewydolności krążenia, a tylko w niewielkim zakresie u chorych z niewydolnością oddechową - tłumaczy prof. Mariusz Kuśmierczyk.

W czasie pandemii SARS-CoV-2 ECMO służyło głównie do ratowania chorych na COVID-19. W szpitalu MSWiA w Warszawie w szczytowym momencie 14 pacjentów było podłączonych do ECMO z powodu niewydolności oddechowej.

- Inne ośrodki, które nie były zaangażowane w walkę z COVID-19 musiały często operować chorych w trybie nagłym, wymagających natychmiastowej operacji, na przykład z powodu pęknięcia serca lub pęknięcia tętniaka aorty wstępującej. Przykładowo Narodowy Instytut Kardiologii był jedynym w woj. mazowieckim ośrodkiem, który jeszcze funkcjonował. W ciągu tygodnia operowaliśmy od sześciu do dziesięciu pękniętych aort. Wcześniej, kiedy operowały także inne oddziały kardiochirurgiczne, w ciągu roku mieliśmy około 20 takich pacjentów - tłumaczy specjalista.

Nie można czekać zbyt długo

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardio- i Torakochirurgów zaznacza, że nawet z niektórymi planowymi zabiegami nie można czekać zbyt długo, np. po ciężkim zawale serca lub w przypadku zaawansowanej choroby wieńcowej, bo pacjent może ich nie doczekać. 

W przypadku kardiochirurgii wśród chorych oczekujących na operację najwięcej jest tych ze zwężeniem zastawki aortalnej i zaawansowaną chorobą wieńcową. Zdaniem specjalisty szczególnie ważne są operacje zastawki, gdyż chorobę wieńcową można też leczyć przy użyciu zabiegów kardiologii interwencyjnej.

- W okresie pandemii kardiologia interwencyjna częściej zastępowała kardiochirurgię. Stenoza (zwężenie) zastawki aortalnej może być leczona metodą kardiologii interwencyjnej, ale w naszym kraju dotyczy to pacjentów w starszym wieku, którzy z powodu ogólnego stanu zdrowia nie mogą być operowani tradycyjnie. Młodzi pacjenci, jak również ci z innymi wadami zastawkowymi, np. niedomykalnością zastawki mitralnej, muszą być poddani tradycyjnej operacji kardiochirurgicznej - zaznacza prof. Mariusz Kuśmierczyk.

Pod koniec 2020 r. spadła również liczba zabiegów dotyczących raka płuca, gdyż było mniej niż zwykle pacjentów. Nie znaczy to, że mniej było zachorowań z tego powodu. Wielu chorych odwlekało wizytę u lekarza i nie byli diagnozowani. - Jednak od początku 2021 r. chorych z tym nowotworem jest coraz więcej - dodaje.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

POLECAMY W PORTALACH