Apteki rodzinne - czy perły odejdą do lamusa?

FINANSE I ZARZĄDZANIE

Autor: Poradnik Aptekarski   28-10-2009, 05:05

Apteki rodzinne - czy perły odejdą do lamusa?

Rok 2025. Obrót lekami w Polsce kontrolują trzy koncerny. Posiadają one 90 procent sieci aptek w kraju. W Warszawie upada ostatnia mała apteka rodzinna. Czy ten scenariusz ma szansę się urzeczywistnić? I czy powinien?

Rodzinna zagrożona

Wszystko to wydaje się być dla zwolenników apteki rodzinnej i tradycyjnie pojmowanej misji aptekarskiej wizją złowieszczą, ale odległą w czasie. Nic bardziej mylnego. Jeśli dystrybucja bezpośrednia zadomowi się w Polsce, lekcję brytyjską odrobimy dużo szybciej, bo polski system apteczny jest dużo bardziej liberalny. Inna sprawa, że wspomniana dystrybucja bezpośrednia nie jest jedynym orężem w walce z tradycyjnie rozumianą apteką. Symptomatyczna jest tu akcja farmaceutów z Piotrkowa Trybunalskiego. Tamtejsi aptekarze przestrzegają przed nieuczciwą konkurencją aptek sieciowych. Uważają, że małe apteki znikną. Oficjalnym pismem do Łódzkiego NFZ zwracają uwagę na sposób rozliczeń leków refundowanych, które w niektórych aptekach sieciowych sprzedawane są za przysłowiowy 1 grosz. Innym zarzutem stawianym przez piotrkowskich farmaceutów jest polityka cen hurtowych. Leki zamówione przez małe apteki rodzinne bywają droższe w hurcie od cen detalicznych oferowanych przez apteki sieciowe, którym hurtownie w porozumieniu z producentami oferują ogromne upusty. Czy w takich sytuacjach apteka rodzinna ma szansę przetrwać? - Przyszedł kiedyś do mnie człowiek z paragonem z apteki sieciowej, pokazał mi ten paragon z rabatem kilkaset procent, nazwał mnie złodziejem i wyszedł - mówi farmaceuta prowadzący małą aptekę rodzinną, pragnący zachować anonimowość.

Aptekarz z Lublina

Ostatni głos w sprawie obrony apteki rodzinnej, a mówiąc szerzej, przyzwoitości w farmacji pochodzi od farmaceuty prowadzącego aptekę rodzinną, a podpisującego się - "jeszcze właściciel apteki". To głos pełen krytyki, żalu i oskarżeń do odpowiedzialnej za resort zdrowia minister Ewy Kopacz. Krzysztof Przystupa, sygnatariusz listu, określa obecną sytuację bananowym prawem. - Rynkiem leków rządzą niepodzielnie firmy farmaceutyczne, które naliczają ceny na swoje leki i produkty lecznicze z sufitu, dysponując nieograniczoną marżą nie sprawdzaną przez nikogo i przyjmowaną bez słowa sprzeciwu przez Ministerstwo - oskarża aptekarz. Oczywiście wraca sprawa obniżania cen dla aptek sieciowych - firmy "promują" chorego i bardzo znacznie obniżają ceny zarówno na leki refundowane, jak i OTC. W pozostałych zaś aptekach wykorzystują fundusz państwa - dodaje. Autor listu nie przebiera w słowach, co może znamionować jego desperację. Mówi o chorej farmacji i o wywożeniu zysków i coraz szybszym bogaceniu się obcych. "Mali i uczciwi przepadają z całą rodziną, zostają z długami, tracą dorobek życia". Oczekiwanie jest jedno. Identyczne ceny dla wszystkich chorych. - Za chwilę przestanie istnieć mała polska apteka, szczególnie w małych miejscowościach. I co wtedy? Przerobili to Norwegowie i dzisiaj w wielu miejscowościach nie mają aptek, a do najbliższej chory często jeździ 30-50 km - kończy Przystupa.

comments powered by Disqus

POLECAMY W PORTALACH