"Coś jest nie tak z naszą lekarską godnością własną"

FINANSE I ZARZĄDZANIE

Autor: nofreelunchpolska.wordpress.com/ rynekaptek.pl   02-03-2018, 11:06

"Coś jest nie tak z naszą lekarską godnością własną" Zrozumiałem, że po prostu jako lekarze w relacjach z firmami farmaceutycznymi jesteśmy żenująco słabi etycznie - opowiada dr Jacek Bujko (fot. archiwum)

Zrozumiałem, że jako lekarze w relacjach z firmami farmaceutycznymi jesteśmy żenująco słabi etycznie, łatwo nami manipulować, a jednocześnie mamy o sobie wysokie mniemanie - mówi Jacek Bujko, współwłaściciel Przychodni Szczecińskiej, który nie zgadza się na obecność jakiegokolwiek marketingu firm farmaceutycznych w swojej przychodni.

- Nie chcę być w żaden sposób manipulowany ani przekupywany. Zależy mi na tym, żeby informacje, które przekazuję pacjentom, były możliwie jak najbardziej poparte rzetelną wiedzą, aktualnym stanem wiedzy medycznej – a nie reklamą, która mnie do jakiegoś leku przekona, albo po prostu sprawi, że konkretna nazwa zapadnie mi w pamięć - mówi Jacek Bujko, specjalista medycyny rodzinnej.

- Dla mnie najważniejszy jest inny aspekt: nie jestem samochodem McLarena, jakimś autem wyścigowym, żeby mnie oklejać naklejkami. Logo na lodówce, logo na biurku, logo na ścianie, logo na długopisie – nie godzę się na to. Dla pacjenta w gabinecie byłaby to jasna informacja, że ktoś jest moim sponsorem – a stać mnie na długopis i bloczek na notatki, nawet na konferencję - opowiada w wywiadzie z dr Martą Markowską, zajmującą się m.in. tematyką lobbingu w świecie farmacji i problematyką konfliktu interesów.

Dodaje: - I absolutnie nie zgadzam się, żeby ktokolwiek próbował wpłynąć na to, co przepisuję i jak przepisuję.Raz zdarzyło się, że zapisał się do nas pacjent, który jest reprezentantem firmy. Pod moją nieobecność zostawił w przychodni trzy torby gadżetów. Wszystko wyrzuciłem na śmietnik, w obecności całego personelu.

Jak przyznaje doktor Bujko, taka radykalność wzięła się z osobistych doświadczeń: - Mógłbym wymienić dwa punkty spustowe. Pierwszy z nich miał miejsce na jednym z moich staży rezydenckich, na oddziale szpitalnym. Bywało tam czasami, że reprezentanci firm farmaceutycznych przychodzili na oddział z poczęstunkiem. Raz zdarzyło się, że był to kubełek kurczaka ze znanego baru fast-food. Kiedy zobaczyłem, jak wysokiej klasy specjaliści, większość z doktoratami, rzucają się na tak ordynarny podarunek, którego normalnie pewnie sami by nie kupili, zaczęła mi wtedy mocno kiełkować myśl, że coś jest nie tak z naszą lekarską godnością własną.

comments powered by Disqus

POLECAMY W PORTALACH