Opinia: sieci apteczne traktują Polskę jak kraj postkolonialny

PRAWO

Autor: Piotr Sędłak   15-03-2021, 07:27

Opinia: sieci apteczne traktują Polskę jak kraj postkolonialny Prawnik, Piotr Sędłak o sieciach aptecznych i rządach prawa (fot. Piotr Sędłak)

Stanowienie równego dla wszystkich prawa, gwarantującego uczciwą konkurencję, a także jego skuteczne egzekwowanie to atrybut suwerenności państwa - przypomina radca prawny Piotr Sędłak.

  • Znaczna część aptek zamknięta została na skutek udziału w nielegalnym procederze wywozu leków zagranicę
  • AdA zablokowała proces odtwarzania działalności spółek, które przyłapane na gorącym uczynku odtwarzały swoją działalność przez te same osoby
  • Państwo postkolonialne - legislacja, działania urzędów, tubylcza prasa oraz inne ośrodki władzy w całości podporządkowane są interesem metropolii

Gdy wyszło na jaw, że ogólnopolska sieć aptek – prowadzona przez zarejestrowany na Cyprze fundusz kapitałowy – działa bez zezwolenia na prowadzenie apteki i trzeba ją zamknąć – a stwierdził to: wojewódzki inspektor farmaceutyczny, Główny Inspektor Farmaceutyczny, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oraz Naczelny Sąd Administracyjny – spółka ją prowadząca postanowiła, że apteka będzie dalej otwarta. Tak po prostu. Nie podporządkujemy się pod decyzje i orzeczenia jakichś tam polskich sądów. I co nam zrobicie?

Co więcej, za pomocą zaprzyjaźnionych mediów rozpętała ona nagonkę na inspektora, który ośmielił się egzekwować przepisy prawa i wykonywać orzeczenia sądowe. Nie po to zagraniczny kapitał inwestuje swoje środki w Polsce, aby zważać na takie pierdoły jak ustawy przyjęte przez polski Sejm i Senat, czy politykę zdrowotną polskiego rządu. Bez przesady.

Gdy już okazuje się, że skandal jest ogromny (prowadzenie apteki bez zezwolenia na gruncie Prawa farmaceutycznego jest przestępstwem), wybucha kolejny. Okazuje się, że spółka na którą stoi zezwolenie od pięciu lat nie istnieje w sensie prawnym. W 2015 r. wykreślono ją z rejestru przedsiębiorców KRS. Taka „drobnostka” nie pozwala jej jednak dalej „prowadzić” apteki. Ta zamyka się dopiero wtedy, gdy do sprawy wkracza prokurator.

Ktoś kiedyś powiedział, że zliberalizowanie rynku powoduje, że typową inspekcję farmaceutyczną zastąpić muszą służby specjalne. I dobrze powiedział.

Agresywna optymalizacja podatkowa
Podobnie było w 2016 roku. Wówczas dziennikarze "Dziennika Gazety Prawnej" ujawnili, że od prawie dekady największe sieci apteczne nie płacą w kraju podatków. Generowane przychody są przez nie sukcesywnie wyprowadzane zagranicę w ramach tzw. "agresywnej optymalizacji podatkowej". Nie po to przecież rejestruje się spółki na Cyprze, by zachwalać uroki tamtejszego klimatu. W odpowiedzi na to powstaje nagonka medialna, w której przedstawiciele środowisk biznesowych występują z duszoszczypatielnym apelem o zaprzestanie używania "języka pogardy i nienawiści". Mówi to ta sama osoba, której wcześniej nie przeszkadzało obrażanie aptekarzy indywidualnych, poprzez nazywanie ich starymi polonezami, a prowadzone przez nich apteki – aptekami "starego typu" (czyli w domyśle gorszymi).

Tymczasem, pieniądze wyprowadzone zagranicę to de facto pieniądze odebrane polskim pacjentom i polskiej służbie zdrowia. Rzecz niebagatelna.

Jakiś czas temu środowisko biznesowe ukuło nową narrację. A mianowicie, że przez ustawę o aptekach z 2017 roku zamknięto w Polsce ponad 1 tys. aptek. Okoliczność – w założeniu twórców – ma być ciosem w uchwaloną prawie cztery lata temu regulację. Tymczasem, wedle danych przedstawionych przez Ministra Zdrowia (odpowiedź na interpelację poselską z dnia 7 maja 2020 r., znak: PLO.050.11.2020.MM), w okresie od 31 grudnia 2016 r. do 31 grudnia 2019 r. zamknięto w Polsce mniej, bo 758 aptek ogólnodostępnych. Co więcej, znaczna część z nich zamknięta została na skutek udziału w nielegalnym procederze wywozu leków zagranicę (tzw. „odwrócony łańcuch dostaw”). Jak podaje Naczelna Izba Aptekarska, od momentu wejścia w życie ustawy o aptekach w czerwcu 2017 roku z tego tytułu zamknięto ponad 220 aptek.

Odpowiadają za utrzymywanie wynaturzonego systemu
Uprawniony jest zatem wniosek, że spora część danych, na których swoje wywody opiera środowisko biznesowe, jest zwyczajnie zmyślona. I że nie pozostają one w jakimkolwiek związku logicznym z rzeczywistością. To tak jakby twierdzić, że zmniejszająca się liczba aptek wynika z opublikowania przez papieża adhortacji „Amoris laetitia”, albo uzależniać ten proces od występowania zjawisk astrologicznych. Obóz gospodarczych liberałów ma tendencje do umniejszania znaczenia nauki i wynoszenia na piedestał takich pseudonaukowych, a przede wszystkim groteskowych koncepcji jak płaska ziemia. Dlaczego nie miałby zatem nie popularyzować tezy, że zmiana liczby aptek w Polsce zależy od znaku zodiaku, w którym zjawisko to badamy?

W kontekście tego nie sposób jednak ‒ już całkiem serio – nie zadać pytania, jaki interes w bronieniu „wywozowców” mają sieci apteczne, skoro jako negatywne skutki ustawy „apteki dla aptekarza” („AdA”) wskazują zamknięcie ich aptek? Tymczasem, to właśnie ta ustawa zatrzymała proceder wywozu leków z kraju. A to narusza interesy grup przestępczych. W jaki sposób? Uniemożliwia zbywanie aptek pomiędzy spółkami oraz dokonywania ich przekształceń.

Co więcej, tzw. „apteka dla aptekarza” zablokowała proces odtwarzania działalności spółek, które przyłapane na gorącym uczynku (i po cofnięciu zezwolenia) odtwarzały swoją działalność przez te same osoby, bardzo często w tych samych lokalizacjach, tylko już jako spółka kapitałowa („AdA” zabrania prowadzenia aptek w tej formie). O ile sieci apteczne nie odpowiadają za wywóz leków z kraju (przynajmniej nie te największe), o tyle odpowiadają one za utrzymywanie wynaturzonego systemu, w którym taki wywóz pozostaje powszechny i nie można z nim skutecznie walczyć; systemu, w którym wywożenie leków i trwanie patologii po prostu bardzo się opłaca.

Tak, jak w państwie postkolonialnym. Legislacja, działania urzędów, tubylcza prasa oraz inne ośrodki władzy w całości podporządkowane są interesem metropolii. Jakiekolwiek narzędzia prawne są dopuszczalne o tyle, o ile nie utrudniają eksploatacji kolonii. Przecież nie przez przypadek przy procedowaniu ustawy „AdA” interweniowały zagraniczne ambasady, które chciały zablokować jej wejście w życie.

Pożyteczni idioci
W ostatnim czasie działania te przybierają również inne postacie. Za pomocą „pożytecznych idiotów” (używam tego pojęcia w znaczeniu historycznym, a nie w celu opisania kwalifikacji intelektualnych i moralnych niektórych polskich posłów na Sejm RP), a czasami także zwyczajnych cyngli organizuje się nagonkę na przedstawicieli Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej, członków samorządu aptekarskiego oraz indywidualnych aptekarzy, nierzadko prowadzących swoją działalność jednoosobowo.

Rysuje się w ten sposób obraz, w którym w starciu z zarejestrowanym na Cyprze funduszem, obracającym miliardami, to aptekarz indywidualny, czy izba do której należy, jest silniejszym i bardziej bezwzględnym graczem. Gdy rozgrywa się to tylko na poziomie świata wirtualnego, można to puścić między uszy. Gorzej, gdy prowadzi do realnego zaszczucia człowieka, który w konsekwencji tego gotów jest targnąć się na własne życie.

Stanowienie równego dla wszystkich prawa, gwarantującego uczciwą konkurencję, a także jego skuteczne egzekwowanie to atrybut suwerenności państwa. Uleganie silniejszym, głośniejszym i bardziej wpływowym to cecha państwa postkolonialnego, teoretycznego; państwa z dykty. Na bycie takim państwem Polska po prostu nie może sobie pozwolić.

Podobał się artykuł? Podziel się!
comments powered by Disqus

POLECAMY W PORTALACH